piątek, 14 marca 2014

pastel place



*moje opowiadanie*


Tego dnia słońce świeciło inaczej. Było jaśniejsze, pogodniejsze i zdecydowanie cieplejsze. Troszkę się zdziwiłam, ponieważ trwała nadal zima, a czułam się jakby była wiosna. Wstałam wcześnie rano i pobiegłam szybko na dół. Moje przeczucia okazały się słuszne. Na stole w kuchni czekało na mnie przepyszne śniadanie przygotowane wcześniej przez moją mamę. Ugryzłam jeden kęs świeżego chleba i zatraciłam się przez chwilę w jego smaku. Był on taki delikatny, że przez moment znalazłam się w siódmym niebie. 






Kiedy już zjadłam całe moje śniadanie, wzięłam ze sobą kurtkę i pobiegłam na dwór. Zachodni wiatr cały czas dotykał mojego prawego ramienia. Biegłam w stronę pobliskiego lasu. Był on tak mocno zielony, że widać go było z oddali. W ciągu dwudziestu minut znalazłam się w samym jego centrum. Drzewa otaczały mnie z każdej strony. 



Na jednym z nich siedział przepiękny, kolorowy ptak. Jego skrzydła lśniły tak mocno, że po chwili zaślepiły mi oczy. Miał tęczowe pióra, które zakończone były delikatnym wzorem. Machał nimi tak, jakby chciał mi coś przekazać. Jakąś tajeminiczą wiadomość. Uznałam, że był to jakiś znak i podążałam za nim.




Zaprowadził mnie gdzieś, gdzie nigdy nie miałam jeszcze okazji się znaleźć. Byłam na samym szczycie wysokiej wieży, która mieściła się nad torami. Cała zbudowana została z czerwonej cegły. Tuż obok tej budowli stał przestarzały most, który prowadził na drugą stronę lasu. Bez wahania po nim przeszłam.



Miałam ogromne szczęście, że znalazłam się po drugiej stronie bez żadnych ran. Most był mocno porośnięty krzakami, które bardzo zawadzały drogę. Kiedy spojrzałam w górę, dostrzegłam tego samego ptaka, który doprowadził mnie do ceglanej budowli. Latał nade mną dosyć długo, aż do momentu, kiedy zdecycowałam się podążać za nim ponownie.



Biegłam z myślą, że niedaleko będę mogła usiąść i odpocząć wśród pięknych drzew. Choć zbliżała się późna godzina, to i tak nie było widać, że się ściemnia. Prawdę mówiąc, wolałam znaleźć się w domu zdecyowanie wcześniej, ale jednak coś tknęło mnie, aby powędrować za tym ptakiem. Myślałam, że ta podróż trwała dosyć krótko, bo bardzo szybko znalazłam się w ''tym miejscu''. Znajdowały się tam stare, nieczynne już tory i las, który przypominał mi ogromną Puszczę Kampinoską.Miałam wrażenie, jakby się w ogóle nie kończył. Uznałam, że powinnam już iść, ponieważ z każdą chwilą robiło się coraz później. Kiedy próbowałam odejść, ptak gwłatownie przyleciał i nie chciała zejść mi z drogi. Po chwili zaczął coś do mnie mówić. 

- Stań i obróć się!



Posłuchałam go, a kiedy to zrobiłam, nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Zobaczyłam niesamowite istoty. Były tam pudrowo-różowe jednorożce, miętowo-zielone sarny i pastelowo-pomarańczowe konie. Od razu się zorientowałam, że nie jest to zwyczajne miejsce. Nagle poczułam się, jakbym znalazła się w niebie. Czułam niezwykłą delikatność. Gdy spojrzałam na dół, połapałam się, że siedzę na śnieżnobiałej chmurze. Po chwili uniosłam się nad ziemię i niczym rakieta poszybowałam w dal. Cały czas czułam w górze obecność ptaka, który przyprowadził mnie do tego magicznego miejsca. Nadal zastanawiało mnie to, dlaczego on akurat mnie ''wybrał''?


bluzka-H&M/ bransoletka-KappAhl/ buty- Nike Air Max/ legginsy-Sinsay



Co o tym sądzicie? Jakie będzie zakończenie mojego opowiadania?

**

* Od dzisiaj postanowiłam dawać linka mojego bloga na zdjęciach*


Formularz kontaktowy

Obserwatorzy

Contact us

blogovin